obraz nagłówka
      Strona główna             Działalność             Kalendarz Imprez             Galeria             Kontakt / O nas             Partnerzy             Deklaracja dostępności      
Kino

Kronika Kozienicka

Kawiarnia

KDK

Uniwersytet Trzeciego Wieku

PIT

Miss Polski

Festiwal

Furmanik-bok

Breakdance-bok

Komornicka

Facebook-bok

Instagram

YouTube-bok

BIP-bok

RODO



Życie u kresu załamania
Przygotuj do druku    

W pewnej miejscowości żyła rodzina Komorowskich. Głową jej był czterdziestoletni mężczyzna – pan Stanisław. Historia państwa Komorowskich jest bardzo ciekawa i smutna.

Żona pana Stanisława zmarła, zostawiając go z piątką dzieci i rozpieszczonym psem. Najstarsza córka Komorowskich miała dwadzieścia lat; studiowała i planowała ślub z Robertem Konierskim. Często nie miała czasu wyręczać ojca w pewnych pracach domowych. W związku Komorowski musiał wynająć niańkę.

Zatrudnił starą znajomą z sąsiedniej ulicy. Miała na imię Krystyna Karmińska. Była to uczciwa i dobra kobieta. Pan Stanisław bardzo polubił panią Krysię i zaoferował jej wspólne mieszkanie. Ona oczywiście zgodziła się, zaproponowała usunięcie jego psa, a miejsce dla jej suczki.

W taki sposób doszło do kłótni między właścicielem, a gosposią. Efektem tego sporu było zatrzymanie obydwu czworonogów.

Gospodarz często wychodził na spacery z dziećmi i psami. W czasie tych wypraw prowadził długie rozmowy z potomkami. Mówił im o sytuacji rodzinnej, o relacjach z sąsiadami, nawet o stosunkach w pracy. Dlatego dziatki szalały za kochanym tatusiem, uwielbiały też panią Krysię, która codziennie szykowała im posiłki.

Niania na kolację przygotowała gorące kakao i kanapki. Po ułożeniu maluchów do snu, rozmawiał z panią Karmińską. Pewnego wieczoru poruszyli temat pogody, innego zaś potrzeb dzieci. Postanowili pojechać do miasta, by kupić obuwie zimowe. Następnego dnia wyruszyli o świcie zabierając pieniądze i jednego psa. Pan Stanisław kupił wspaniały prezent dla pani Krystyny – złoty pierścionek. Obmyślił, że da go jej jakiegoś wieczoru i oświadczy się. Rozplanował wydatki; nie tylko dla pani, ale przede wszystkim z myślą o dzieciach. Im wybrał ciepłe zimowe kurtki i skórzane buty. Bardzo dumny z zakupów wracał do domu. Był pewien, że nikt nie skruszy jego dumy. Mylił się.

W domu czekała go „rewolucja”. Wszystko było poprzewracane. Rzeczy i dokumenty były rozrzucone po całym mieszkaniu. Nawet komoda była przesunięta.

Pan Stanisław bardzo rozczarowany usiadł w fotelu, zawołał dzieci i gosposię. Po przyjściu małych pociech szczegółowo wypytywał o to, co się stało. Rozpłakane maluchy szybko wyjawiły prawdę. Powiedziały, że na ich dom napadli uzbrojeni bandyci, szukający jakichś akt. Potem zawiedzeni niepowodzeniem złodzieje postrzelili obszczekującego i dzielnie broniącego domu czworonoga. Następnie dzieci ułożyły go w kołysce.

Gospodarz wraz z nianią poszedł do pomieszczenia, by zobaczyć zwierzę. Jak się okazało, pies bardzo krwawił. Jego stan był ciężki.

Pani Krystyna zajęła się domem, a pan Stanisław a pan Stanisław pojechał do weterynarza z biednym pieskiem.

Rzeczywiście! Stan kundla nie był najlepszy. Zwierzak musiał zostać na obserwacji. Właściciel niechętnie odszedł.

W domu był już porządek. Pani Krystyna pocieszała poczciwego człowieka, on jednak bał się o dzieci.

Nadszedł wieczór. Cóż to był za dzień ... wszyscy poszli spać.

Kilka dni potem pan Stanisław odebrał psa od weterynarza. Zależało mu, żeby cała rodzina była na oświadczynach, które miały się odbyć tego dnia. Komorowski zadbał o wszystkie szczegóły. Nawet kupił kwiaty. Życie jednak postanowiło zmienić plany gospodarza; pani Krystyna zachorowała i zabrało ją pogotowie. Zawód ten, nie zniechęcił jednak zakochanego człowieka. Postanowił odwiedzić ją w szpitalu. Jak zamierzał, tak postąpił. I tam też oświadczyny odbyły się. Pani Krystyna oczywiście przyjęła je. Zaczęli planować ślub. Ciężko było jednak chorej decydować; nie wiedziała, kiedy opuści mury szpitalne. Uszczęśliwiony, radosny człowiek wrócił do domu. Przygotował dzieciom obiad, psom naszykował posiłek, a sam nic nie jadł ze wzruszenia.

Kolejnego dnia dostał tajemniczy list. Jak się okazało był to nekrolog pani Krystyny. Rozczarowanie i żal przytłoczyły mężczyznę. Nie był w stanie powstrzymać łez. Postanowił o niej zapomnieć na zawsze. Pocieszał się tym, że uczucie, które zrodziło się między nimi było prawdziwe i zostanie w jego wspomnieniach na zawsze. Myśl ta dodawała mu sił do dalszego życia.

Milena Sawicka - PSP nr 3 Kozienice - wyróżnienie - proza


   Liczba odwiedzin: 17652035
©2011 Kozienicki Dom Kultury im. Bogusława Klimczuka
Projekt graficzny: Dom Kultury wykonanie: ArtGabi.